Chcę wiedzieć jeszcze więcej…

Artur Machlarz ByArtur Machlarz

Chcę wiedzieć jeszcze więcej…

Między naszą potrzebą prywatności a potrzebami reklamodawców i usługodawców oraz pożądaniem organów władzy różnego szczebla jest miejsce tylko na poważny konflikt (oczywiście o ile zdajemy sobie sprawę z zagrożeń związanych z przekazywaniem zbyt dużych ilości prywatnych danych). Pewnych zagrożeń możemy uniknąć (przykłady w poprzednim wpisie), pewnych nie – szczególnie, jeśli zagrożenie dla naszej prywatności jest wywoływane przez organy władzy państwowej. Dziś o dwóch przykładach zainteresowania naszymi prywatnymi informacjami – z jednym z nich wiążą się potencjalnie pewne korzyści, z drugą kompletnie żadne. Najpierw o tym drugim, potem o pierwszym.

Dziennik Gazeta Prawna informuje o ambitnych planach wzbogacenia Systemu Rejestrów Państwowych o dane paszportowe, bazę danych wyborców, bezpośrednie kontakty do obywateli oraz informacje o faktycznym składzie gospodarstw domowych (sic!). Informacja ta przeszła niemal bez echa i nie wywołała żadnych póki co żadnych protestów. Pomijając oczywiste ryzyko związane z nieodpowiednim finansowaniem zabezpieczeń systemów informatycznych, należy zwrócić uwagę na zagrożenie innego typu. Dopóki mamy do czynienia z państwem, w którym mamy rządy prawa zabezpieczającego interesy obywateli w konfrontacji z instytucjami państwowymi, możliwość wykorzystania tych danych przeciwko obywatelom jest mniejsza. Zwiększa się zawsze, gdy w grę wchodzi możliwość obniżenia poziomu indywidualnej odpowiedzialności prawnej, wykorzystania danych w związku z zapotrzebowaniem ideologicznym lub jakimkolwiek doraźnym celem politycznym. Jestem przekonany, że absolutnie żadne domniemane korzyści, nie usprawiedliwiają zbierania takich ilości danych na temat obywateli. Im mniej państwo wie na nasz temat, tym bezpieczniej możemy się czuć. Jest to tym bardziej niepokojące, że nie jest to bynajmniej pierwsza ani druga informacja o rządowych planach zwiększenia ilości zbieranych danych o obywatelach.

Mniej więcej tydzień temu media poinformowały o innym ciekawym przypadku – tym razem „nieobowiązkowego” zbierania danych. Popularna aplikacja Yanosik wraz z jednym z dużych ubezpieczycieli może, za zgodą użytkownika, przy pomocy specjalnego urządzenia montowanego w aucie, przechowywać i przesyłać dane dotyczące prędkości auta, którym się poruszamy, miejsc, które odwiedzamy, godzin, w jakich jeździmy autem itp. Na tej podstawie ubezpieczyciel może zaoferować użytkownikowi zniżkę OC, jeśli dane będą z punktu widzenia ubezpieczyciela korzystne (np. bezpieczna prędkość, lokalizacje, jazda raczej w dzień niż w nocy itp.). Póki co, nie ma mowy o podniesieniu stawek za ryzykowną jazdę i chyba nie o to chodzi. Firma chce po prostu wiedzieć jak najwięcej o naszych zwyczajach i skłonnościach. Cena, jaką firma płaci za możliwość śledzenia każdego wykorzystania naszego auta, to prawdopodobnie maksymalnie kilkadziesiąt złotych rocznie.

O autorze

Artur Machlarz

Artur Machlarz administrator

Od 2005 pracuje jako infobroker, zajmuje się wyszukiwaniem i opracowywaniem informacji. Specjalizuje się w tworzeniu unikalnych baz danych. Jako pracownik naukowy zajmuje się modelami przetwarzania informacji w systemach rozproszonych. Lubi się wspinać i grać na kontrabasie.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.